Koncert przy Alei Róż 4 – 19 grudnia 2017

„Z pamiętniczka chórzystki, która zamiast śpiewać na scenie bujała się z publicznością.

Kochany pamiętniczku! Dzisiaj zamiast śpiewać z chórem na scenie bujałam się publicznością. Bo gardełko nie teges i jakaś taka nieswoja scenicznie byłam. Mróz nieco siarczysty na Centralnym, ale w namiocie milusio. Przychodzę spóźniona i przez chwilę walczę, czy iść w prawo słuchać chóru, czy też może jednak w lewo pokontemplować kolczyki na kiermaszu. No dobra, kolczyki wygrywają, ale tylko na minutkę. Wsłuchuję się w chór i już na dzień dobry, mój chory umysł całkowicie wbrew mojej woli kombinuje, do czego by się tu przyczepić. Bo ja tak już mam, że zawsze sobie coś znajdę, żeby nie było za różowo. Jak już odważę się i przejadę autem przez miasto o północy, to potem zamiast się cieszyć, że szczęśliwie dojechałam, przez tydzień rozpamiętuję, że chyba jednak za wolno ruszyłam na zielonym i pan z tyłu mógł się zdenerwować, co oznacza, że jestem łajza, a nie kierowca. No to słucham tego chóru i mam! Przyczepiam się do pana od nagłośnienia, co stoi obok mnie z takim tabletem z wirtualnymi suwaczkami, że w sumie to mógłby trochę podkręcić te soprany, bo mikrofon słabo zbiera. Pan się ładnie uśmiecha, mówi, że właśnie dopieszcza ustawienia i podkręca co trzeba. No i mam teraz problem, bo nie mogę wykombinować, do czego by się tu więcej przyczepić 🙂 Dziwna sytuacja. Kurka, no no no, jaki ten mój chór fajny. Jak brzmi 🙂 Jaka fajna energia! A jak zaśpiewali „śmierć pokonana”, to aż ciarki mnie przeszły. Jak doszli do „I’m reaping the harvest”, to padłam z wrażenia, że tak równo i dynamicznie. I jak dobrze, że Ewelinka wróciła nam do solówek, te ozdobniczki na końcu fraz robi takie smaczne! A Maestro po rekonwalescencji taki dziarski! No i Ania na koniec tak ślicznie wyśpiewała życzenia z hej kolędą w tle, że aż się łezka zakręciła. Aż miałam ochotę szturchnąć siedzącą obok panią i się pochwalić, że ja ich znam i nawet coś tam z nimi podśpiewuję czasem. Ale pani była zajęta nieśmiałym nuceniem, to już jej nie przeszkadzałam. I tak się zrobiło świątecznie, tak radośnie i życzliwie, że chyba sam Lenin, gdyby tam jeszcze stał, to zaglądnąłby do nas pokolędować i połamać się opłatkiem. Tak więc, mój pamiętniczku, dzisiaj pękłam sobie z dumy w tym namiocie, ale nie mów o tym nikomu proszę, a już w szczególności nie mów chórowi, bo mu sodówa do głowy uderzy i w piórka cały obrośnie.”
Gosia Urbańska 🙂

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.